Wywiad z okazji 10 lat Matecznika - Fundacja Matecznik

Zdobądź e-booki

Wywiad z okazji 10 lat Matecznika

Opublikowano: 23 października 2026

O Mateczniku trochę inaczej.

Po 10 latach od wizyty u notariusza siadamy w kawiarni na naszych ukochanych Jeżycach w Poznaniu i rozmawiamy. O tym, jak było kiedyś, jakie były kobiety w ciąży kilkanaście temu, czy miały inne troski i pytania niż dzisiaj? Jakie my byłyśmy? Czy wyobrażałyśmy siebie w tym miejscu?

Słucha nas Paulina – dziennikarka, ale też mama i uczestniczka naszych Matecznikowych spotkań. Jej słowa i wspomnienia także są częścią naszej historii. Paulina słucha i następnie spisuje. Dzięki niej mamy wyjątkową pamiątkę – wywiad będący zapisem 10 lat działania Fundacji Matecznik.

Miłej lektury!

***

Z jakimi pytaniami, wątpliwościami przychodziły do Was kobiety w ciąży dziesięć lat temu?

Ania
Początkowo, gdy zaczynałyśmy dziesięć lat temu, przyciągałyśmy do siebie głównie osoby myślące o narodzinach i rodzicielstwie w podobny do nas sposób, czyli naturalnie, bliskościowo, ekologicznie. Wraz ze wzrostem zainteresowania zajęciami, ale i upływem czasu oraz zdobywaniem przez nas doświadczenia, zaczęła tworzyć się wokół Matecznika mozaika osób z różnymi priorytetami. Tym co je łączy dzisiaj, jest dużo większa niż kiedyś świadomość przysługujących praw. Podobne są też obawy o przebieg porodu i traktowanie w szpitalu.  

Alicja
Nie narzucamy nikomu naszych wizji, ale wyciągamy tacę z ogromem wiedzy opartej na dowodach naukowych. Odbiorczynie i odbiorcy decydują, co z tej tacy biorą. Troski przyszłych rodziców, z którymi do nas przychodzą, nie zmieniły się. Boją się bólu, ingerencji medycznych, połogu, jak ogarnąć maleńkiego człowieka.

Dlaczego tak bardzo boją się porodu? Czy można czekać na niego z ciekawością i radością?

Ania
Niestety, od pokoleń mainstream kulturowy pokazuje poród jako coś trudnego, bolesnego, krwawego, groźnego. W filmowych scenach porodu zawsze jest dużo zamieszania, strachu, krzyku, krwi, co nie jest prawdziwym obrazem. Nasiąkamy tym od dziecka. Także przekazem od naszych mam i babć, o ile w ogóle opowiadały o narodzinach dzieci. Pamiętajmy, że one żyły w czasach pasywnego porodu, podczas którego kobietom kazano leżeć i przeć. Potrzebne nam pozytywne opowieści o porodzie, które oczywiście są, ale nad takimi często przechodzimy bez zatrzymania, a te trudne sytuacje chcemy z siebie wyrzucić. Kobiet w ciąży to nie wspiera.

Alicja
Często powtarzam na zajęciach, że zależy mi, by kobiety wyszły z nich z ciekawością porodu. Obawy będą się pojawiać, bo są naturalne. Są zapowiedzią strachu o dzieci, który będzie nam towarzyszył przez całe dalsze życie. Chciałabym jednak, żeby te lęki przedporodowe ustępowały ekscytacji tym, co nadchodzi. Matecznik ma na to naprawdę świetne rozwiązanie – wiedzę. Stawiamy na jej rzetelny przekaz. W cyklu spotkań „Czekamy na Gzuba” nasze wspaniałe specjalistki po kolei rozkładają na czynniki pierwsze fizjologiczny przebieg porodu, towarzyszący mu ból, możliwe powikłania i interwencje medyczne, cięcie cesarskie, karmienie piersią, połóg, rozwój i potrzeby noworodka. Dają instrukcję – najczęściej wygląda to tak i tak, ale może wyglądać tak, wtedy robimy to i to. Kobiety wychodzą z takich zajęć uspokojone. Zresztą, według mnie, to nie obawy są główną rzeczą, z którą przychodzą do nas. Na pierwszym miejscu jest potrzeba wiedzy, by dobrze przygotować się do porodu. I tu rzeczywiście zauważam znacznie większą niż kiedyś świadomość praw pacjenta.

Matecznik też się do tego przyczynił. Dziesięć lat temu byłyście pierwszą organizacją prowadzącą cykl zajęć „Mamy Prawa!”, podczas którego zaczęłyście głośno mówić o istnieniu rozporządzenia ministra zdrowia określającego standard postępowania w opiece okołoporodowej.

Alicja

Mało kto wtedy wiedział, że mamy taki standard od 2012 roku! Już wtedy to był całkiem dobry, bliski kobiecie, dziecku i naturalnemu przebiegowi porodu dokument. Tyle że nie miał nic wspólnego z rzeczywistością w szpitalu. Większość jego zapisów nie była respektowana przez personel medyczny. Matecznik zrodził się ze złości i niezgody na tę sytuację, na to, czego kobiety doświadczają podczas porodów. Od dziesięciu lat powtarzamy, że gdyby prawa pacjentek i pacjentów było przestrzegane, nie musiałybyśmy prowadzić zajęć ani pisać skarg.

Dlaczego te prawa nie są przestrzegane?

Alicja

Trudne pytanie, bardzo skomplikowana odpowiedź, w której mieści się wiele czynników. Przez dziesiątki lat dochodziło do medykalizacji porodów, czego punktem wyjścia była chęć ograniczenia komplikacji i umieralności. Tyle że zmedykalizowano także postępujące naturalnie, fizjologicznie porody. Do tego doszła tendencja do medycznego przyspieszania fizjologicznych procesów, bo żyjemy w czasach, w których wszystko szybko, a lekarze są kształceni do leczenia i ratowania życia, gdzie liczy się każda chwila. Czas w porodzie również jest kluczowy, ale w odwrotnym rozumieniu – chodzi o to, by tego procesu nie przyspieszać. Ponadto my jako społeczeństwo czujemy ogromny respekt przed białym fartuchem, traktujemy lekarzy jak bogów. W odpowiedzi mamy taką postawę, że w rozporządzeniu trzeba nawet zapisać przypomnienie, żeby personel medyczny przywitał się i przedstawił po wejściu do sali porodowej. 

Ania

Do tego syndromu Boga dorzućmy pokoleniowe wychowanie Polaków w postawie uległości. Politycznie byliśmy pod butami reżimów, tradycyjny system edukacji uczy nas, że mamy być pod linijkę i się nie wychylać. Do tego dochodzi silne zhierarchizowanie instytucji, w tym także szpitali. Pełen ideałów i empatii człowiek po studiach wchodzi do wielkiej machiny i musi dostosować się do reguł, które od lat w niej panują, często są powtarzane rutynowo i bezrefleksyjnie. Lekarze są edukowani i przyzwyczajeni do chorób i sytuacji patologicznych, w których trzeba interweniować. Często wolą więc zawczasu zaingerować i na przykład przebić pęcherz płodowy albo naciąć krocze, by poród zakończył się wcześniej. W tym sensie ciąża, poród, miesiączka, menopauza kobiety są dla medyków trudne, bo nie są w pełni do skontrolowania. Wprowadzanie zmian też jest zatem trudne i żmudne. Z naszych doświadczeń wynika, że nacisk musi iść równolegle z góry – od ordynatorów i kierowników, którzy układają na szpitalnych oddziałach puzzle i z dołu – od pacjentek, ale także od takich organizacji jak Matecznik, które mówią „sprawdzam”.

W jaki sposób sprawdzacie to, co dzieje się w szpitalach?

Alicja

Po pierwsze, reagujemy na sygnały od kobiet. Niemal od początku istnienia fundacji pomagamy pisać im skargi, gdy zgłaszają do nas nieprawidłowości z własnych porodów. Od 2018 roku zajmuje się tym w naszym zespole Agata Dawidowska, radczyni prawna, autorka bloga Prawa Małego Człowieka, od 2023 r. Rzeczniczka Praw Uczniowskich w Poznaniu. Przez osiem lat napisała około dwustu interwencji i skarg do szpitali. Cztery sprawy skończyły się w sądzie. Po drugie, od dwóch lat występujemy do szpitali o udostępnienie wewnętrznych procedur porodowych i sprawdzamy je pod kątem praw pacjentek i zgodności ze standardem opieki.

Ania

Po trzecie, prowadzimy działania rzecznicze, czyli opiniujemy projekty aktów prawnych i pracujemy nad nowymi rozwiązaniami w zespołach eksperckich. Pochylamy się nie tylko nad standardem opieki okołoporodowej, ale i powiązanych przepisach. Aktualnie jesteśmy mocno zaangażowane w prace and ustawą o zawodzie pielęgniarki i zawodzie położnej. Niedawno zostałam też powołana do ministerialnego zespołu do spraw domów narodzin i porodów domowych.

Czego najczęściej dotyczą skargi kobiet na szpitale i jak zakończyły się sprawy w sądzie?

Ania

Najczęściej chodzi o podejmowanie interwencji medycznych bez zgody lub nawet poinformowania pacjentki, często bez wskazań. Mowa między innymi o nacięciu krocza, przebiciu pęcherza płodowego, podawaniu oksytocyny. Dwie z czterech spraw sądowych są w toku, dwie zakończyły się ugodami i przeprosinami szpitala. W obu przypadkach poszkodowane kobiety domagały się – co jest znamienne – spotkania i rozmowy z przedstawicielami placówki.

Spotkały się? Usłyszały przeprosiny?

Ania

Tak, usłyszały. Nie od osób bezpośrednio odpowiedzialnych za naruszenia, ale usłyszały szczere przeprosiny. I na tym im najbardziej zależało – żeby zostały wysłuchane i zrozumiane, żeby odzyskać godność. Dzięki temu mogły zamknąć swoje trudne historie.

Dzięki Matecznikowi były też pod opieką psychologów.

Ania

Tak, ich historie były dramatyczne, potrzebowały profesjonalnego wsparcia. A my od 2019 roku je oferujemy. Aktualnie mamy dziewięcioosobowy zespół psycholożek i psychologów, oferujemy do trzech bezpłatnych konsultacji. Głównie kobietom, a od niedawna także ich partnerom, spoza Poznania, gdyż te osoby mają utrudniony dostęp do specjalistów. Taka potrzeba bardzo mocno wybrzmiała w trakcie pandemii, gdy zasady panujące w szpitalach zakrawały o absurd i były sprzeczne z prawami człowieka. Podejmowałyśmy mnóstwo interwencji, a wiele kobiet szukało wsparcia psychologicznego. Tylko trudno było je znaleźć w czasach izolacji, zwłaszcza jeśli ktoś mieszkał daleko od miejskiej aglomeracji. Dziś rocznie z naszych konsultacji korzysta 150-160 osób.

A co sprawdzacie w wewnętrznych procedurach szpitali?

Alicja

Prosimy o udostępnienie np. procedur łagodzenia bólu, zapisu KTG, ochrony krocza czy wzorów zgód, które podpisują kobiety i sprawdzamy je pod kątem zgodności z przepisami prawa, standardem opieki, aktualną wiedzą naukową. Nie analizujemy tego, na czym się nie znamy, czyli na przykład dawkowania leków. Jeśli zauważamy nieprawidłowości lub nieścisłości, wracamy do szpitala z informacją zwrotną.

Są jakieś powtarzające się błędne zapisy?

Alicja

Zwykle to zapisy uprawniające do rutynowego nacinania krocza. Był taki szpital, który miał w procedurze wprost zapisane, że należy jeszcze przed porodem uzyskać zgodę na nacięcie, a jego celem jest minimalizowanie ryzyka naturalnego pęknięcia, które jest groźniejsze niż nacięcie. To nieprawda, to niezgodne z wiedzą medyczną. Wiemy, że lepiej, by kobieta naturalnie pękła niż została nacięta. Odniosłyśmy tu jednak spektakularny sukces i miałyśmy ogromną radość z tego, że po naszej informacji zwrotnej, szpital zmienił ten zapis procedury. Jestem przekonana, że musiało to zostać poprzedzone rozmowami i uderzeniem się w pierś. Być może – jak w przypadku niezgodnych ze standardem zapisów o zakazie jedzenia podczas porodu – lekarze jednej specjalności musieli dogadać się z drugą specjalnością, a nikt wcześniej na to nie wpadł.

Ania

O takie pozytywne wpływanie nam chodzi. Nie jesteśmy fundacją, która wychodzi pod szpital z transparentami i piszczałkami. Nie traktujemy szpitala jak wroga, ale partnera do rozmów. Zakładamy, że wszystkim stronom zależy na jak najlepszej opiece okołoporodowej.

Dzięki Wam szpital dostaje bezpłatny audyt swoich procedur.

Ania

Nie każda placówka tak do tego podchodzi. Są jednak takie otwarte na nasze działania, chcące współpracować dla dobra sprawy. Część tych naszych działań strażniczych kończy się bowiem rozmowami i spotkaniami na żywo. Możemy zajrzeć do szpitala od kuchni i poznać trudności drugiej strony. To nas uczy, wzbogaca i rodzi pewną dozę wyrozumiałości.

Edukujecie kobiety o porodzie i przysługujących ich prawach. Ale jak one w trakcie porodu mają je egzekwować?

Ania

O tym też dużo podczas zajęć rozmawiamy. Podkreślamy, że poród to nie jest odpowiedni moment na walkę i kłótnie. Walka to adrenalina, a adrenalina hamuje wydzielanie oksytocyny, bez której nie ma skurczów macicy. Wskazujemy kobietom, na co mają wpływ w porodzie szpitalnym, w których aspektach mogą podjąć decyzję i jak mogą zwiększyć swoje szanse na to decydowanie. Przede wszystkim powinny pójść uzbrojone w wiedzę. Bez wiedzy o porodzie, jego mechanice, dynamice, wpływie hormonów, możliwych wariantach przebiegu, kobieta nie będzie rozumiała przepisów, których mają zastosowanie. Jeśli osoba towarzysząca ma być prawdziwym wsparciem w porodzie, to także musi być uzbrojona w taką wiedzę. Dzięki temu obie osoby będą gotowe na różne scenariusze porodu i procedury, które powinny być wtedy stosowane. Drugim krokiem jest świadomy wybór miejsca porodu na podstawie wiedzy, którą kobieta już ma i analizy swoich potrzeb w kontekście tej wiedzy. Szpitale, niestety, różnią się od siebie w realizacji standardu opieki okołoporodowej. Mają swoje dobre i złe strony, dlatego warto wybrać świadomie.

Tu też przychodzicie z pomocą, organizując webinaria z położnymi z wielkopolskich szpitali.

Ania

Cieszą się one dużym zainteresowaniem właśnie dlatego, że położne opowiadają o wewnętrznych procedurach szpitala i tym, czego w przebiegu porodu można się spodziewać od personelu. Coraz częściej szpitale organizują drzwi otwarte oraz szkoły rodzenia, więc można pójść i zobaczyć placówkę od środka. To ważne, bo pozwala oswoić miejsce i sprawdzić, czy kobieta będzie czuła się w nim bezpiecznie. W ramach oswajania ważnym krokiem do porodu jest również zadbanie o swoje nastawienie mentalne i zdrowie psychiczne. Jeśli kobieta ma jakieś blokujące lęki albo tematy, które w skali 1-10 stresują ją powyżej 5, to ciąża jest momentem na zaopiekowanie się nimi, by zredukować stres – niepożądany w porodzie, bo hamujący go. Dalej są wreszcie przepisy. Od nich nie zaczynamy przygotowań do porodu. Najpierw wiedza, dzięki której można zrozumieć przepisy. No a dopiero na końcu jest plan porodu dobrany pod konkretny szpital. Nie polecamy machać paragrafami od wejścia. Kobieta idzie spotkać się z drugim człowiekiem, który chce jej pomóc urodzić dziecko. Tam nie ma wrogów.

Zachęcacie do stosowania w rozmowach z położnymi i lekarzami metody KRAN. Na czym ona polega?

Ania

To metoda, która daje kobiecie i osobie towarzyszącej sprawstwo. Uczy wykorzystania sprytu w komunikacji. KRAN to skrótowiec. K oznacza słowo „korzyści”. Chodzi o to, żeby zapytać położną o korzyści z proponowanego przez nią rozwiązania. Czyli na przykład jeśli proponuje oksytocynę syntetyczną, której kobieta nie chce, nie musi od razu wszczynać kłótni, ale może zapytać o zalety tego zastosowania w tym momencie porodu. Położna jako osoba kompetentna musi wykazać się wiedzą, dać podstawy i czas na podjęcie decyzji kobiecie. Rodząca może wtedy powiedzieć A, czyli zapytać o alternatywy: co może zrobić, żeby rozkręcić poród, a nie podawać oksytocyny albo poprosić o powrót z tą propozycją za godzinę. Zwykle okazuje się, że są i alternatywy, i czas na ich zastosowanie. R to słowo „ryzyko”, czyli kobieta pyta o negatywne konsekwencje, na przykład gdy chce zdjąć pasy KTG. Ostatnie „N” to „nic”, czyli pyta: co się wydarzy, jeśli niczego teraz nie zmienimy? Zachęcamy też do zadawania pytania otwierającego, które daje kobiecie argument do dalszych rozmów – czy wszystko dobrze z dzieckiem? Jeśli odpowiedź jest pozytywna, to na wstępie kobieta odbiera medykom argument, którym zdarza im się straszyć, manipulować przy uzyskiwaniu zgody na interwencje medyczne. Skoro z dzieckiem wszystko dobrze, przyszła mama ma też wtedy więcej odwagi i siły, żeby rozmawiać o ważnych dla niej rzeczach, których najchętniej personel by nie robił, jak chociażby to przerywanie zapisu KTG. Uczymy zatem sprytnego podejścia, a nie walki. Czasem po drugiej stronie też jest lęk i chęć wyprzedzających działań, a kobieta swoim sprytnym podejściem może te zapędy rozbroić.

Alicja

Nawet jeśli ktoś nie zna metody KRAN, zachęcamy po prostu do zadawania pytań oraz mówienia o swoich potrzebach podczas porodu, bo to nie jest atakujące. Wszystkie położne, które znamy, mówią, że uwielbiają, gdy rodzące artykułują swoje potrzeby, bo one same przecież się ich nie domyślą. Zachęcamy również, żeby najważniejsze potrzeby i obawy wpisywać do planu porodu. Można pominąć oczywiste, przysługujące według standardu opieki zapisy, jak aktywny poród czy informowanie pacjentki o wszystkim, a zapisać to, czego medycy nie wiedzą, a dla kobiety jest ważne.

Czy edukując w ten sposób, dążycie do wcielenia w życie myśli położnej Iny May Gaskin o tym, że kobieta podczas porodu powinna wyglądać i czuć się jak bogini?

Alicja

Trzeba zdefiniować i przełożyć na współczesny język boginię. Chcemy, by kobieta w porodzie i po nim czuła się jak superwoman – silna, sprawcza, słuchana. Żeby miała przekonanie, iż współdecydowała o swoim porodzie, zrobiła wszystko, co mogła najlepiej jak potrafiła, personel medyczny jej na to pozwolił i szanował jej prawa. Żeby poród był dobrym wspomnieniem i niósł ją dalej przez życie, niezależnie od tego, jak się potoczył.


Paulina Jęczmionka-Majchrzak,

dziennikarka współpracująca m.in. z OKO.press i DYNKSEM. Poznańskim magazynem kulturalnym



Dołącz do naszej Watahy i wspieraj Kobiety razem z nami!

50zł

kilka takich wpłat umożliwia nam monitoring jednego szpitala

Wpłacam
100zł

zapewniasz 1 kobiecie 30 minut porady psychologicznej

Wpłacam
150zł

zapewnisz 1 kobiecie pomoc prawną w napisaniu skargi

Wpłacam
Dziękujemy!

660 715 059

Siedziba:
ul. Jabłoniowa 9/1
60-185 Skórzewo

Fundacja Matecznik
KRS: 0000639450
Regon: 365551757
NIP: 7811933806

Numer konta:
30 1600 1462 1837 1383 1000 0001
Tytuł przelewu:
Darowizna na cele statutowe